Sporo ludzi obawia się suplementów. Bo to ingerencja w organizm, bo to tabletki, bo wątroba, bo nerki, bo cokolwiek. Boimy się ich i w konsekwencji chodzimy z niedoborami. Bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że bardzo trudno jest dostarczyć sobie absolutnie wszystkich niezbędnych składników tylko z jedzeniem. Trzeba mieć albo ogromną wiedzę, albo świetnego dietetyka i samodyscyplinę. Do tego są witaminy, które wyjątkowo trudno wchłonąć, tylko jedząc. Na przykład witamina D. O niej potem.

Dlaczego tak boimy się suplementów? Ich składniki (magnez, potas, cynk, witamina B, etc.) występują naturalnie w ludzkim organizmie, tylko w zbyt małej ilości. Wszystkie suplementy są zrobione w większości albo z celulozy, albo z żelatyny – żadne z nich nie jest szkodliwe dla wątroby ani innego organu. Jedno i drugie zjadasz codziennie, a celuloza jest trochę jak błonnik, więc na pewno nie zaszkodzi.  

Pomyślałam, że sprzedam Ci dzisiaj kilka wskazówek co do suplementów i polecę Ci najlepsze – to znaczy takie, które po prostu warto przyjmować i już.

Wspomniana już wcześniej witamina D to jedna z tych, które trudno przyswoić z jedzeniem. Uwierz mi, nie dasz rady zjeść takiej ilości ryb czy jajek. Mówi się, że Polacy powinni suplementować tę witaminę od września do kwietnia, ale wydaje mi się, że jesteśmy zbyt daleko od równika i zbyt mało czasu spędzamy na pełnym słońcu z obawy przed nowotworami skóry albo czerwoną opalenizną (whichever comes first), żeby tak po prostu olać sobie temat od kwietnia do września. Zwróciła mi na to uwagę moja endokrynolog, kiedy dawno temu spytała mnie, czy biorę witaminę D i czy naprawdę jestem kilka dobrych godzin na pełnym słońcu wiosną i latem. No i kazała mi ją brać non stop. I naprawdę czuję różnicę. Te wszystkie reklamy telewizyjne o cudowności suplementów z D3 są prawdziwe, wierz mi. I spróbuj. Nie zaszkodzi.

Magnez poleca się wszystkim, zawsze, na każdym kroku i przy okazji każdej dolegliwości. Kiedy uprawiasz sport, kiedy cierpisz na chroniczny stres, kiedy boli Cię głowa, kiedy nie boli Cię głowa, kiedy masz kłopoty z koncentracją. Ostatnio nawet czytałam o wspaniałym działaniu magnezu na dolegliwości kobiece – a przecież wszystkie marzymy o tym, żeby PMS opuścił nasz przybytek. Problemem jest przyswajalność, nie każdy magnez wchłania się tak samo.

Chyba o witaminach z grupy B nie muszę wspominać. Koordynują układ nerwowy i wspomagają pracę naszego zdrowia psychicznego. Konkretne witaminy mogą też pomóc w funkcjonowaniu układu odpornościowego, kondycji mięśni czy poprawić stan skóry, włosów czy paznokci. Ale uwaga na witaminę B12 – stanowi idealne środowisko dla rozwoju bakterii odpowiedzialnych za trądzik. Ale jej niedobór może powodować bolesne zajady. Tutaj musisz sam dokonać wyboru.

Witamina A i E nie jest jakoś szalenie niezbędna w codziennej diecie, ale warto nie cierpieć na ich niedobór. Choć tę pierwszą łatwo i niebezpiecznie jest przedawkować. Ale z drugiej strony poprawia wzrok i stan skóry. Odpowiada za regenerację komórek, dlatego warto zainwestować w maść z witaminą A (słowo zainwestować jest chyba nietrafione, ona kosztuje mniej niż pięć złotych). A jeśli wybierzesz niedobór witaminy B12 zamiast upierdliwego trądziku, taka maść pomoże uporać się z zajadami.

Witamina E natomiast jest silnym antyoksydantem i zapobiega powstawaniu zakrzepów. W tym przypadku też raczej trudno o niedobór, ale skup się na niej, jeśli cierpisz na celiakie. Albo jeśli Twoje paznokcie przypominają bardziej papier niż paznokcie. Obie te witaminy służą mi głównie jako ekipa ratunkowa po hybrydach. Więc jeśli masz problem z paznokciami, a wszystkie cudowne odżywki zawiodły – sprawdź ten duet.

Muszę wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach, ale od razu zaznaczę – nie są one niezbędne w żaden sposób. Po prostu mogą mieć korzystny wpływ na cały Twój organizm.

Ashwagandha to coś, co odkryłam dzięki mojej przyjaciółce (bo pamiętasz pewnie, że chorujemy na to samo i pomaga nam to samo). Zanim odkryłam moją nową znajomą, Ashwę, chodziłam martwa od rana do wieczora. Trudno było mnie zerwać z wyra i bardzo łatwo tam zaciągnąć. To nawet nie musiało być wyro. Spałam na siedząco cokolwiek robiłam – czy to oglądanie serialu czy egzamin z języka filmu. Działanie ashwy polega głównie na tym, że uspokaja Cię i pobudza jednocześnie. I nie wiem, jak to działa, ale działa. To znaczy nadal trudno mnie zerwać z wyra, ale zdecydowanie lepiej funkcjonuje mi się w ciągu dnia. I praktycznie nie mam popołudniowych zjazdów.

Tylko jedna uwaga – jeśli cierpisz na nadczynność tarczycy, lepiej sobie odpuść albo pogadaj z lekarzem. Ashwagandha może ją powodować, dlatego raczej polecam ją, jeśli cierpisz na niedoczynność albo nie cierpisz na nic i Twoja tarczyca była dla Ciebie do tej pory łaskawa.
Ale spokojnie, od wybuchu w Czarnobylu problemy z nią są uznane za choroby cywilizacyjne. Wszystko przed Tobą.

Drożdze piwowarskie to kolejna opcja, która może pomóc na wszystko tak jak witamina B. A to dlatego, że zawiera jej w opór. A oprócz tego także masę innych witamin i składników takich jak magnez czy fosfor. Polecana na trądzik, stres, włosy, paznokcie czy nawet migreny. I tu kolejna uwaga – mogą zaszkodzić osobom, które mają problemy z żołądkiem. Jeśli do takich należysz, kup małe opakowanie i po prostu sprawdź, czy będziesz po nich odczuwać jakikolwiek dyskomfort. Jeśli tak – oddaj je koleżance.

Chyba sprzedałam Ci wszystko, co biorę albo brałam w swoim życiu i widzę pozytywne działanie. Tylko wiesz, nie ma co przesadzać. Rób przerwy, żaden suplement nie powinien być przyjmowany non stop. Może poza witaminą D. Czasem potrzebne są dwa, trzy, cztery tygodnie detoksu.


Jesteś na bakier z suplementami czy raczej ich nie unikasz i uważasz za pomocne?