Na studiach i w pracy wszyscy często powtarzają, jak ważna jest praca w grupie. Jak wiele może Cie nauczyć w kwestii współpracy, podziału obowiązków czy nawet pokory. W szkole praca w grupie miała Cię nauczyć dogadywania się z innymi ludźmi, na studiach udowodnić, że bez tego nie zdasz. Jeśli akurat szukasz pracy, wiesz że prawie 100% ogłoszeń zawiera umiejętność pracy z grupie jako jedno z podstawowych wymagań.

Wiele osób będzie Ci jeszcze długo powtarzać, że praca zespołowa to warunek sukcesu. Że bez tego nie da się żyć. Że musisz współpracować z innymi, żeby zrealizować cokolwiek.

Ale tak naprawdę nie musisz.

W sensie, jeśli Ci to odpowiada, to wszystko w porządku. Ale jeśli źle się czujesz, pracując w większym lub mniejszym zespole, nie myśl, że coś z Tobą nie tak. Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie.

Starałam się w tym wpisie być możliwie jak najbardziej obiektywna. Docenić jedną i drugą stronę i dla obu znaleźć jasne i ciemne strony.

A l e    c h y b a    m i    n i e    w y s z ł o


Co daje i odbiera praca w grupie

Jeśli nad jednym projektem pochyla się kilka osób, możecie liczyć na kilka różnych wizji, z których ostatecznie wybierzecie jedną najwłaściwszą albo skonsolidujecie wszystkie razem w jeden kompromis w wyniku burzy mózgów. Taka jest idealna definicja według pracowników uczelnianych i szefów korporacji. Ale z reguły to tak nie działa. Z reguły każdy ma swoją rację, która jako jedyna pasuje do sytuacji. Jeśli akurat w grupie są przynajmniej dwie silne jednostki, których racja jest najichsza – konflikt interesów murowany.
Praca zespołowa to możliwość rozdziału obowiązków, żeby nikt się nazbyt nie narobił. Ale prawda jest taka, że w każdej – małej, dużej, szkolnej, korporacyjnej – grupie jest przynajmniej jedna osoba, która odwala większość czarnej roboty i przynajmniej jedna, która siedzi i czeka na gotowe. A oceniani jesteście zazwyczaj wspólnie. To jak z dzieleniem się rachunkiem w restauracji. Zawsze jest ktoś, kto wyrzuci stówę na stół i ktoś, kto nażre się za darmo. Te wszystkie memy i virale to sama prawda.

Co daje i odbiera praca solo

To przede wszystkim wolność decydowania. O wszystkim. O kształcie całego projektu, jego zawartości i każdej pojedynczej składowej. Jeśli coś Ci nie wyjdzie, będzie to w całości Twoja wina, a jeśli odniesiesz sukces – w całości Twoja zasługa. Ryzyk–fizyk. Nie musisz też szukać wspólnego terminu dla wszystkich członków grupy. Na pewno wiesz, jak trudne jest zorganizowanie dwóch osób, żeby były dyspozycyjne w tym samym czasie. Przy trzech i więcej, to zakrawa o mission impossible.
Praca solo jest dobra dla wyrazistych osób, które mają swoje zdanie i nie boją się go wyrażać albo nawet wyjątkowo chętnie je manifestują. I dla perfekcjonistów. Bo każdy ma zawsze inną definicję słów „jest dobrze”. Kiedy pracujesz samotnie, tylko Ty decydujesz, kiedy to robisz, w jaki sposób i jak przedstawisz swój projekt innym. I ocena idzie w całości na Twoje konto. Za wszystko, co zrobisz albo nie zrobisz dla swojej jednoosobowej grupy.

Praca w grupie czy solo?

U mnie zdecydowanie wygrywa samotnicza robota. Oczywiście nie ma nic złego w konsultacji z tzw. osobami trzecimi, ale fajnie jest, jeśli ostateczna decyzja należy do Ciebie. Jeśli nikt nad Tobą nie wisi. Kiedy pracujesz solo, jesteś swoim jedynym i najlepszym przyjacielem. I burza mózgów jakoś lepiej przebiega. Chyba że jesteś Kevinem Wendell Crumb.

* * *

Generalnie wszystko zależy od tego, jaką osobą jesteś. Jeśli lubisz, kiedy ktoś wydaje Ci polecenia i czujesz się lepiej, jeśli nie musisz być liderem, jeśli lubisz burzę mózgów i konfrontowanie pomysłów i nie upierasz się przy swoich racjach – praca w grupie jak najbardziej jest dla Ciebie. Nie musisz zaraz się buntować, bo BNS tak mówi. Ale jeśli współpraca z innymi najprościej mówiąc Cię męczy, lubisz mieć rację i być samozwańczym kierownikiem projektu, a dużo lepiej się czujesz, jeśli odpowiedzialność za sukcesy i porażki jest w pełni Twoja – nie zastanawiaj się. To znaczy jeśli szef każe Ci pracować z innymi, a akurat nie możesz sobie pozwolić na zmianę pracy – schowaj dumę w kieszeń przynajmniej na jakiś czas. Ale jeśli chodzi o studia, nie bój się mówić wprost, że wolisz pracować sam. Twoi znajomi i wykładowcy powinni to zrozumieć i uszanować. Nie umrzesz, jeśli nie nauczysz się współpracy. Widocznie Twoim przeznaczeniem na przyszłość jest własny biznes, nie korpo.


Bo najważniejsze to znać swoje miejsce w świecie i robić to, co się lubi – taki kołczing na dobry koniec.