Koniec semestru już właściwie bliżej niż dalej. Studenci dobrze znają ten przypływ emocji, kiedy trzeba ustalić termin egzaminu albo sprzedać duszę za notatki. Niektórych natomiast już niedługo czeka mentalna biegunka związana z przygotowywaniem do obrony. No właśnie, a co z tymi, którym obrona depcze po piętach, ale oni zdają się tego nie dostrzegać i regularnie wędrują swoim nieróbstwem coraz bardziej w głąb czarne dupki?

Jeśli jesteś tym typem studenta, który bez przerwy ma jeszcze czas na pisanie tej czy innej pracy dyplomowej, zostań ze mną.

Licencjat, magister, doktorat…

Nie ma znaczenia, wszystko można napisać sprawnie i szybko. I oczywiście poprawnie. Tylko trzeba wypracować sobie pewien system. No, i trzymać się pewnych złotych rad, które poważnie ułatwiają pracę, zwłaszcza odtwórczą. Bo podobno tym jest każda praca dyplomowa. Ale o tym potem.

Jak zabrać się za pisanie pracy od dobrej strony

Dzisiejszy wpis będzie być może trochę złośliwy, ale po pierwsze, wiesz, jak obsesyjnie nie cierpię prokrastynatów-narzekaczy, którym zawsze źle w życiu, a po drugie – chcę Ci pomóc, jeśli właśnie tkwisz w licencjackim albo magisterskim dołku. A cóż wpływa na ambicję lepiej niż odrobina zdrowej uszczypliwości?


Przede wszystkim, dobrze wybierz temat – styczeń to może trochę za późno na zmiany, jeśli bronisz się w czerwcu, ale to bardzo ważne, żeby pisać o tym, co Cię kręci. Nawet najlepszy promotor nie wyprowadzi Cię z tej doliny rozpaczy, jeśli Twoja praca nie będzie zgodna z tym, co Cię interesuje. Oczywiście są takie kierunki (nawet jest ich całkiem sporo), na których pisanie o Pokemon Go raczej nie przejdzie. Ale jestem zdania, że wszędzie da się ukryć jakąś cząstkę siebie. Nawet, kiedy piszesz o chorobie Hashimoto albo wojnie w Wietnamie. Najgorzej jest, jeśli nie masz absolutnie żadnych zainteresowań, a studiujesz tylko dla papierka. Wtedy faktycznie pisanie pracy nie będzie sprawiało Ci żadnej przyjemności. Rozważ ewakuację. Może inny kierunek na Ciebie czeka.

Rób plan. I plan planu – inaczej mówiąc, rozbij swoją pracę na części pierwsze jeszcze na etapie tworzenia jej szkicu. Plan całej pracy (który później zmienia się w spis treści) to absolutna podstawa. Jeśli Twój promotor go nie wymaga – i tak go zrób. Pomaga, serio. Podziel całą pracę na rozdziały, a każdy podrozdział na kilka bloków tematycznych, np. podrozdział o reportażu można podzielić na reportaż w kraju, na świecie, głównych przedstawicieli gatunku, etc. Każdy z tych bloków podziel na osobne wątki, wpisując np. konkretne nazwiska czy wydarzenia. To sprawia, że cały rozdział w zasadzie tworzy się sam, a Ty musisz tylko podążać za wskazówkami. Świetnym sposobem są tutaj wszelkiego rodzaju mapy myśli, które wprowadzają odrobinę porządku w ten cały dyplomowy chaos i pozwalają pracować efektywniej. Generalnie im drobniej, tym lepiej.

Nie czytaj całej bibliografii naraz – właściwie nigdy nie czytaj całej. Z każdej ze swoich książek potrzebujesz maksymalnie dwóch, trzech rozdziałów, a czasem tylko pół akapitu ze wstępu. Ale o co chodzi – jeśli zaczniesz wertować wszystkie naraz, zrobisz sobie niepotrzebny bałagan w głowie, poczym siądziesz i zaczniesz rozpaczać, że nie wiesz, jak się do tego zabrać. Moja rada – przeglądnij wszystkie po kolei i zaznacz w nich kolorowymi przyklejkami wszystko, co Cię interesuje. Niech każdy kolor przyklejki odpowiada innemu rozdziałowi. Każdą przyklejkę opisz. W ten sposób będziesz wiedzieć, co mniej więcej gdzie jest i nie będziesz chaotycznie kartkować godzinami wszystkiego po trochu.

Nie czekaj na deadline – on na Ciebie nie poczeka. A raczej nie powinien. Ale są tacy promotorzy, którym możesz końcem kwietnia przynieść pierwszy podrozdział, a oni pogłaskają Cię po główce w nagrodę. Na takich możesz się zdecydować tylko wtedy, kiedy sam potrafisz się zorganizować. W innym wypadku potrzebujesz komandosa. W każdym razie, nigdy nie zostawiaj wszystkiego na koniec, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Zarwiesz noc, a potem przyniesiesz w zębach błędy gramatyczne, zespół nadmiernego przecinka i machnięte na półśpiąco smaczki w postaci Kraju Kwitnącej Wyspy czy siedmiu kontynentów Polski. Wiem, co mówię.

No, chyba że jesteś typową sową i Twój dzień trwa od 13 do 4 w nocy. Wtedy nie mam pytań.

Nie wmawiaj sobie, że napiszesz coś przy okazji jakiegoś dłuższego wolnego – zwłaszcza, jeśli akurat jedziesz w odwiedziny do rodziców. Tam czyha na Ciebie zbyt dużo starych znajomych, rodzeństwa, żądnego spacerów psa i telewizji satelitarnej. Wierz mi, nic z tego nie wyjdzie. Lepiej wyjdź z domu i zrelaksuj się.

Sprawa najważniejsza – nigdy nie daj sobie wmówić, że praca dyplomowa ma być w pełni odtwórcza, bazować na cytatach i oklepanych, naukowych formułkach. Jest Twoja. Podpisujesz się pod nią i ma być w niej jak najwięcej Ciebie. Nie promotora ani profesora Bralczyka.

No i pamiętaj – to co zrobisz dziś, jutro już będzie zrobione!

Jeśli pomimo dobrego rozplanowania pracy nadal nie umiesz się zorganizować do pisania – polecam Ci mój wpis o prokrastynacji.