Zanim jeszcze kometa wybiła dinozaury, prowadziłam bloga o tematyce kosmetycznej. Lubię opowiadać o mazidłach, fascynują mnie od strony medyczno-chemicznej. Sprawiało mi to radość, aż w końcu zmęczyły mnie kolorowe obrazki dominujące nad treścią (bo tylko to jest w tym przypdaku atrakcyjne dla odbiorcy), robienie zdjęć konsystencji kremów, opowiadanie w dwóch zdaniach, czy coś można uznać jako "spoko" albo "niespoko" i przede wszystkim kupowaniem wszystkiego, co było tylko na rynku.

Poświęciłam więc sferę beauty na rzecz faktycznego pisania, ale to nie oznacza, że przestałam używać kosmetyków ani tym bardziej że przestałam lubić o nich opowiadać. Tym bardziej, że w instaankiecie moje czytaczki odpowiedziały, że fajnie byłoby poczytać trochę babskich dyrdymałów raz na jakiś czas, nawet tu - na BNS, blogu o organizacji życia. Dlatego właśnie ruszam z nową serią, która będzie się pojawiać co kilka miesięcy - jeśli akurat będę miała coś do powiedzenia. Co Ty na to?

Dzisiaj na warsztat wezmę zimę i jej wpływ na naszą skórę i włosy.

Nawilżacze i odżywiacze - kremy, sera, filtry

Wiadomo, że zima do łaskawych nie należy i stosunkowo łatwo zamienić twarz w czerwoną, popękaną skorupę, która sprawia ból przy każdym ruchu mimicznym. Myślisz sobie - muszę nawilżać twarz, żeby była bardziej miękka i gładka. Owszem, ale to nie jest takie proste. Produkty intensywnie nawilżające - logicznie rzecz biorąc - mają w sobie dużo wody lub kwasu hialuronowego, który tę wodę wiąże. Dzięki temu nakładając je na twarz, fundujesz jej marznący deszcz, który jest tak samo upierdliwy na twarzy, jak i na ulicy. Jednym słowem, krem na Twojej twarzy zamarza i powoduje więcej szkód niż pożytku. Jak to rozwiązać? Kremy powinny być jak najbardziej treściwe. Jednak stosowanie odżywczych produktów, zawierających przykładowo dużo olejków będzie dobre dla twarzy, a niekoniecznie dla makijażu - może on zwyczajnie spłynąć. Najlepszą opcją, która nie spowoduje zapychania ani migracji make-upu, będą filtry przeciwsłoneczne o SPF minimum 20 jeśli nakładasz makijaż i 50, jeśli tego nie robisz. Wtedy nawilżające składniki schowają się pod ochronnym filmem filtra, a Twoja twarz będzie bezpieczna.

Kolejną kwestią jest makijaż. Często słyszę, jak osoby, które się nie malują, narzekają na spękaną, zaczerwienioną, łuszczącą się skórę twarzy. Tymczasem makijaż, nawet bardzo delikatny, tworzy dodatkową warstwę ochronną i zapobiega marznięciu kremów. Jeśli więc z makijażem raczej nie jesteście za pan brat, używaj bardzo wysokich filtrów i pudruj je odrobinę, żeby się nie świecić. Twoja cera będzie optymalnie chroniona przed działaniem zimna.

Wszystkie nawilżające sera lepiej zostaw sobie na wieczór. Poważnie. Nic dobrego Cie nie spotka, jeśli nałożysz na twarz rano coś, co jest praktycznie w całości złożone z wody. Wszystkie sera - nawilżające, rozjaśniające, odżywcze - najlepiej jest nakładać wieczorem, pod krem na noc. Bo pewnie wiesz, że to w nocy Twoja skóra najlepiej się regeneruje.

Złuszczanie i maskowanie

Złuszczanie zimą jest hiperważne - to pewnie wiesz. A przynajmniej powinnaś. W przeciwnym wypadku nie pozbędziesz się skorupy na twarzy nawet przy pomocy najdroższych nawilżaczy. Jeśli chodzi o peeling, zimą warto postawić na kwasy. Stosujemy je przez kilka miesięcy, a potem jesteśmy piękne i gładkie. Tradycyjne peelingi też warto stosować, ale wiadomo - wszystko wieczorem. Nie ma co przed wyjściem z domu pozbawiać skóry dodatkowej warstwy naskórka.

Co do masek nie ma większych zimowych zasad. Po prostu mają Ci odpowiadać. Fajną opcją są węglowe maski oczyszczające do spółki z łagodnymi regenerującymi.

Co z resztą ciała?

Włosy niestety trzeba trzymać ciasno pod czapką albo przygotować się na solidne podcięcie wiosną. Ja wybieram opcję numer 2. Kosmetyki nie mają tu dużego znaczenia - możemy zabezpieczać końce olejami i stosować bogate maski, ale włosy pozostawione samopas na zewnątrz, zawsze będą się ocierać o szaliki, płaszcze i mroźny wiatr.

Jeśli chodzi o ciało - najbardziej narażone na zimno są naturalnie dłonie. Tutaj też nie warto stawiać na nawilżacze, a raczej na produkty bogate, tłuste. Najlepsze będą te, które zamiast wody zawierają glicerynę. Jest to substancja wytwarzana z tłuszczów roślinnych lub zwierzęcych, bardzo dobrze chłonie wodę, dlatego świetnie chroni przed mrozem, dodatkowo łagodzi podrażnienia. W tym miejscu muszę polecić hit nad hity, czyli ⏩lidlowy krem Cien S.O.S.⏪ Jego cena to szalone 3zł, a działanie warte dużo więcej. Przy poważniejszych przesuszeniach czy odmrożeniach mocno (naprawdę mocno) piecze, ale po chwili zaczyna dziać się magia i przy regularnym stosowaniu dłonie wyglądają jak prosto od kosmetyczki.



Reszta Twojego ciała jest (a przynajmniej powinna) przykryta ubraniami, więc wystarczy standardowa pielęgnacja. Chyba, że jesteś szczęśliwą posiadaczką AZS i na co dzień wyglądasz, jakbyś miała jednocześnie odrę i wszy. Wtedy musisz postawić na pielęgnację olejami i aptecznymi natłuszczaczami. Kilka lat temu miałam genialny spray do ciała z Dermedic, ale od dłuższego czasu nie ma go ani w sklepach, ani w sieci, a portal doz.pl informuje mnie, że produkt jest usunięty z oferty. A szkoda.

Na miejscowe problemy takie jak zajady, odmrożenia na nosie czy dłoniach, niezawodna będzie maść z witaminą A.


Na zakończenie - moja rutyna pielęgnacyjna

Rano:➤Oczyszczanie żelem micelarnym (aktualnie Mixa)
➤Mgiełka tonizująca lub tonik (aktualnie Bielenda Hydra Care)
➤Krem z filtrem SPF 20 lub 30 (aktualnie na zmianę Clinique pep-start i Balea feuchtigkeitsspendende Tagescreme)
➤Krem pod oczy (Clinique pep-start)
➤Makijaż


Wieczorem:➤Demakijaż (aktualnie u mnie mleczko Neutrogena Hydra Boost + Płyn micelarny Christian Laurent)
➤Delikatne oczyszczanie (Neutrogena Hydro Boost)
➤Mgiełka tonizująca
➤Serum (Dermedic HydraIn3)
➤Krem pod oczy
➤Krem odżywczy (aktualnie Mincer Oxygen)
Raz na jakiś czas dodatkowo peeling kwasowy, enzymatyczny albo maska.


To chyba najważniesze kwestie dotyczące zimowej pielęgnacji. Czy o czymś zapomniałam? Zapraszam na mój Instagram  po więcej dodatkowych treści, a także minidenka i miniulubieńców na Instastory!