Parę lat temu media, zwłaszcza te elektroniczne, dały się zdominować maksymalnej produktywności i perfekcyjności. Perfekcyjne owsianki, idealnie wysprzątane instamieszkania, homemade ekopłyny do mycia naczyń, idealna twarz w dzień i w nocy, perfekcyjnie skrojone ubrania, ostrzyknięte usta, idealnie zaplanowany domowy budżet, idealnie prowadzona firma, i tak dalej. Wszystkich poniósł melanż doskonałości.

Dałam się ponieść i ja. I stąd pomysł na to wyzwanie. Bo na pewno takich jak ja w stratosferze jest więcej. Potrzeba maksymalnej organizacji i produktywności stała się moim niezdrowym nawykiem. Na uczelni odparzałam sobie dłoń, żeby mieć najdokładniejsze notatki, w międzyczasie w biegu jadłam idealnie przygotowany cieciorkowy lunchbox (dla którego wstałam godzinę wcześniej), drugą ręką wrzucałam wpis na fanpage. Wracałam do domu i brałam się za sprzątanie. No bo jak to tak - nieumyte gary, nieposkładane ubrania, niedopita herbata. A co, jeśli ktoś przyjdzie? Na przykład kurier, który widział tego dnia trzydzieści nieposprzątanych mieszkań, a mnie zobaczy pewnie po raz ostatni.

Po wyszorowaniu i tak sterylnego już mieszkania siadałam przed laptopa - klepałam na raz pięć wpisów, robiłam dziesiątki zdjęć, przygotowywałam się na zajęcia, drukowałam kolejne listy, które miały pomóc mi robić jeszcze więcej w tym samym czasie. Nagle okazywało się, że jest po północy, brałam szybki prysznic, na pielęgnację nie starczało już sił, więc padałam na wyro i nastawiałam budzik na 5:50. I tak codziennie.

Na uczelnię przychodziłam uśmiechnięta, wysztafirowana i solidnie naciągnięta fixerem do makijażu, w środku - byłam wrakiem. Zmęczonym i narzekającym na kolejne beznadziejne witaminy.

A kiedy już przychodziły wolne dni - byłam zbyt zmęczona, żeby odpoczywać. Budziłam się przed południem z bolącą głową i do końca dnia wegetowałam na kanapie z zupą z proszku, łykając telewizyjne dyrdymały. Ale dookoła mnie wszystko było dopięte na ostatni guzik - mieszkanie, blog, obowiązki, makijaż...

Co w tym idealnym świecie było nie tak? Nie wiedziałam, kiedy odpuścić. Dałam się porwać tej manii produktywności i w końcu zaczęłam czuć się źle, kiedy siadałam, żeby poczytać książkę. Zagryziona poczuciem winy i bezczynności szłam zrobić cokolwiek - choćby wytrzeć blaty. Czyste blaty. Kiedyś usłyszałam "skończysz się, jak będziesz tak żyć". I chyba ten koniec powoli się zbliżył.

Dlatego właśnie wpadł mi go dłowy pomysł tego wyzwania. I chcę je zrealizować właśnie teraz. Bo styczeń to dobry moment na zmiany. Tak z psychologicznego punktu widzenia.

Styczniowy detoks głowy - znajdź czas dla siebie

Spokojnie, absolutnie nie namawiam do buntu przeciw efektywności i produktywności. Ale apeluję, żebyśmy wszyscy wspólnie znaleźli czas dla siebie w ferworze codziennych obowiązków. Których nie unikniemy. Ale możemy przeorganizować się trochę. Pomoże, serio!

Dzisiejszy wpis jest swego rodzaju wprowadzeniem, taką notą wstępną do całego wyzwania, które potrwa cztery tygodnie. Nowy wpis pojawi się w każdą sobotę stycznia. W każdym z nim pojawi się zadanie do wykonania albo przemyślenia.

Dla kogo jest to wyzwanie?

Dla Ciebie, jeśli masz problem z organizacją i przede wszystkim brakuje Ci czasu dla siebie. Jeśli chcesz zobaczyć, że można być poduktywnym i jednocześnie mieć czas na relaks, książkę czy wizytę u kosmetyczki. I nie trzeba będzie wydłużać doby. Albo - o zgrozo - skracać snu.

Jak będzie wyglądać wyzwanie?


  • Tydzień I jest dzisiaj - próbujemy zrozumieć istotę odpuszczania
  • Tydzień II - wspólnie zrobimy detoks głowy i znajdziemy w niej miejsce na dobre rzeczy.
  • Tydzień III - pokażę Ci, jak trochę odgruzować dobę, żeby znaleźć w niej miejsce na pracę, obowiązki i relaks.
  • Tydzień IV - porozmawiamy o popularnym teraz nurcie (albo raczej sztuce) mindfulness i zobaczymy, co z niego wynika.


Chyba możemy już zacząć. Dzisiejsze zadanie jest proste i zajmie Ci mniej niż 15 minut. A może nawet mniej niż 5. Wykonaj je, bo ono przyda Ci się za tydzień. 

ZADANIE NA DZISIAJ: Zastanów się, jak przebiega Twój zwykły dzień i czego w nim najbardziej brakuje. Na co chcesz znaleźć czas w ciągu tych czterech tygodni. Niczego na razie nie zapisuj. Po prostu pomyśl, czego dawno nie robiłaś/eś, bo zawsze było coś ważniejszego. A teraz weź kartkę i zapisz na niej wszystkie rzeczy, które masz do wykonanania w styczniu - wizyty u lekarza, przegląd samochodu, egzaminy, wyjazdy. Wszystko, co będziesz mieć w tym miesiącu na głowie. Możesz zaznaczyć kolorem te, które nie mają określonej daty. Zachowaj tę kartkę, przyda Ci się za dwa tygodnie.


I to wszystko. Masz na to cały tydzień, w przyszłą sobotę zajmiemy się tym, czego Ci brakuje. A tymczasem życzę Ci powodzenia. Śmiało pisz w komentarzach, co jeszcze mogłoby się w tym wyzwaniu znaleźć, rzucaj swoje propozycje i nie zapomnij, że możesz dokumentować swoje poczynania na Instagramie, dodając hasztagi #styczniowydetoksglowy i #blondynkanaswoim, będzie mi bardzo miło!

Powodzenia!