Kwiaty są trochę jak książki – bez nich dom wydaje się być pozbawiony życia. Niezależnie od tego, gdzie jest Twój kąt – czy mieszkasz w ciasnym pokoju ze współlokatorem, czy też w dwupiętrowym domu, warto mieć przynajmniej jedną roślinę. Kiedy wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam na stancji (choć nienawidzę tego określenia, mieszkanie to mieszkanie), zabrałam ze sobą tylko małą szczepkę, którą dostałam od przyjaciółki. Dzisiaj jest to wielki, przewalający się w doniczce aloes tygrysi, który przywiozłam do mojego lubelskiego grajdołka razem z dziesięcioma innymi zieleninami.

Kwiaty to życie i stwarzają w mieszkaniu wspaniały klimat. Dlatego warto o nie dbać. Ale nie oszukujmy się -  z reguły pomijamy opiekę nad nimi w procesie codziennych obowiązków. Kiedyś też zdarzało mi się wysuszać na wiór wszystko, czego się dotknęłam. Byłam jak gorsza siostra Króla Midasa. W końcu wypracowałam pewien mechanizm, który pomaga mi w walce o lepszą przyszłość dla moich zielonych dzieci. Jeśli ciekawi Cię, jakie mam na to sposoby, zapraszam!

Stały dzień podlewania i wycierania kurzu – o tym pisałam już trochę przy okazji wpisu o prokrastynacji, w przypadku roślin zasada jest dokładnie taka sama. Jeśli ustalisz sobie określony dzień podlewania kwiatów i wycierania liści, powinno być Ci łatwiej utrzymać regularność. To może być też określona pora dnia, np. we wtorek rano przed wyjściem do pracy.

Instrukcje pod doniczkami – to mój ostatni lifehack. Nie muszę już przeszukiwać Internetu za każdym razem, kiedy coś mnie zainteresuje. Poświęciłam jedno popołudnie, żeby znaleźć podstawowe informacje na temat podlewania, przesadzania i pielęgnacji, wszystkie swoje rośliny opisałam na małych karteczkach i położyłam pod doniczkami. Dzięki temu zawsze wiem, co mam robić, kiedy nawozić, a kiedy przesadzać i ile wody potrzebuje akurat ta roślina.

Zraszanie – jest tak samo ważne, co podlewanie. Sporo kwiatów wymaga regularnego zraszania, ale w zasadzie spokojnie możesz zraszać wszystkie. Tylko pamiętaj, że w ten sposób też możesz zaszkodzić roślinom, które nie wymagają zbyt dużo wilgoci. Zraszaj raz na tydzień albo dwa.

Zawsze sprawdzaj, czy masz odpowiednie warunki – jeśli masz balkon wysunięty na wschód, nie dziw się, że światłolubne rośliny umierają szybciej niż zostają przesadzone. Dobrze jest sprawdzać, co dana zielenina lubi, zanim przyniesiesz ją do domu. I porozstawiać po odpowiednich parapetach. W ten sposób wszystko będzie rosło jak należy. A przynajmniej powinno.



Kwiaty są jak psy – bo przecież nie trzymasz psów zimą na zewnątrz. A jeśli tak, czeka na Ciebie specjalne miejsce w piekle. Takie z kotłem, w którym pływa dużo brukselki. Podobnie jest z roślinami – większość zdecydowanie nie lubi zimna. Te, które są wsadzone w ziemię, warto przykryć na zimę, a całą resztę sprowadzić do domu. Ja z balkonu przyniosłam nawet cyprys i bukszpan. Bo po co mają marznąć pod drzwiami?

I na koniec najważniejsze – mierz siły na zamiary. Jeśli kwiaty się Ciebie nie trzymają i wiesz, że nie dasz rady opiekować się dziesięcioma jednocześnie, ale mimo wszystko fajnie by było mieć jakąś zieleninę w domu – spraw sobie kaktusa. Albo aloes. To są szalenie niewymagające rośliny, można je podlewać raz w miesiącu i aż tak bardzo je to nie zaboli.


Masz takiego fioła na punkcie roślin jak ja czy jednak zachowujesz zdrowy rozsądek kilku kaktusików na parapecie?