Jesień zakorzeniła się już na dobre, śpimy godzinę dłużej, szybciej robi się ciemno, a zamszowe buty jakoś szybciej przemakają. W tym okresie przychodzi też gorszy humor, większy stopień narzekanizmu , senność, a nierzadko także depresja. I można to wszystko przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza i zrzucić całą winę na porę roku albo sobie z tym poradzić.

Jak walczyć z jesienną chandrą?

Po pierwsze suplementacja - żyjemy w kraju, w którym słońca nigdy nie ma na tyle, żeby mogło nam zapewnić odpowiedni poziom witaminy D. Dlatego proszę nie mów, że akurat Ty nie potrzebujesz suplementacji z zewnątrz. Każdy potrzebuje. Bardzo trudno dostarczyć jej wystarczającą ilość z jedzeniem. Jeśli więc czujesz się ciągle zmęczony, senny, nie masz energii już o 16 i jesteś chory co tydzień - to nie jest wina pogody. Tylko Twoja.
Poza witaminą D warto suplementować witaminę A, C i magnez. Najlepiej oczywiście razem z jedzeniem, żeby nie faszerować się tabletkami. Ale jeśli unikasz warzyw i owoców - nie unikniesz lekomanii. A jeśli chcesz, żebym napisała coś o witaminach i o tym, gdzie ich szukać, daj mi znać!

Odpowiedni dobór rozrywki - umówmy się, jeśli dopada Cię jesienna depresja, oglądanie "Mój przyjaciel Hachiko" czy "13 powodów" może nie być aż tak bardzo dobrym pomysłem. Zdecydowanie lepiej postawić wtedy na śmieszki, a dramaty zostawić na lepszy czas. Jakiś czas temu dałam się przekonać mojemu K. do "Breaking Bad" i przepadłam. Ten serial zamienia każdy gorszy dzień w dawkę pozytywnej energii. I niech spłonie na stosie ten, kto uważa, że Jesse nie jest uroczy!
Ale Ty oczywiście możesz sobie na gorszy humor odpalić coś innego, nawet "Przyjaciół", jeśli to sprawia Ci frajdę. Bo to o nią tu chodzi.

Wysiłek fizyczny - jesień to bardzo podstępna pora roku, która zamienia ciepło w zimno, a zapał do aktywności fizycznej w gnicie w kocykowym burrito. E, dzisiaj nie biegam, bo deszcz pada. Jutro pobiegne. A jutro też pada. Co moża z tym zrobić? Albo narzekać na straszną, złą i najgorszą jesień (bo w lecie przecież nigdy nie pada), albo zainwestować w kilka wejść na siłowni. Albo organizować sobie treningi w domu. Aktywność wzmaga pracę endorfin, przez to czujemy się lepiej. Ale w zasadzie czekolada też posiada tę funkcję. Hm...

A skoro mowa o czekoladzie - nie ma nic gorszego niż chłodny wieczór i brak jakiegoś kubka pełnego ciepłej rozkoszy. Prawdziwa czekolada to świetny plan, bo idealnie osładza chandrę. No i wiadomo - pianki, chilli, skórka pomarańczy endorfiny, taka sytuacja. Byle nie za często, bo to jednak cukier.

Można jeszcze cieplej - jeśli masz ochotę, możliwości i odpowiedni wiek, kubek można śmiało zamienić na lampkę wina. A jeszcze lepiej grzańca. Wino, w którym pływa plaster pomarańczy i kilka goździków - i wszystko się zgadza. ALE! Ważna rada - lampka. Nie butelka. Zaden smutek nie jest wart opuchniętych oczu ani złamanego kręgosłupa moralnego. Ciotka BNS wie, co mówi.

Naucz się nosić - ktoś gdzieś kiedyś udowodnił (na pewno wszyscy mnie kochają za tę precyzję), że czujemy się lepiej, kiedy lepiej wyglądamy. Więc kiedy nadchodzi jesienny dół, może warto schować czarny płaszcz do szafy, a zamiast niego założyć coś bardziej kolorowego. Albo postawić na dodatki. Albo na jakiś humorystyczny akcent, jak np. bluza w pingwiny. Baw się tym, naciągnięcie starego sfilcowanego swetra na pewno nie sprawi, że poczujesz się lepiej. A tak to chociaż ściągniesz kilka spojrzeń.

Jak radzisz sobie z jesienną chandrą? Co dodałbyś do tej listy?

Zobacz też mój poprzedni jesienny post - Jak skutecznie ogrzać sobie tę porę roku. Tak dosłownie.