Jesień się kocha albo nienawidzi. Za pogodę, za ciężkie buty, za gorące herbaty i książkowe wieczory pod kocem. A przecież wszystko ma wady i zalety. Każda pora roku ma coś za uszami. Wiosna funduje nam kąpiele błotne i masę świąt kościelnych, lato darmową obowiązkową saunę i choroby serca, jesień chandrę pogodową i grypy żołądkowe, a zima przemoknięte buty i odmrożone nosy. Ale przecież każda z nich ma coś wspaniałego w sobie. Nawet latem gdzieś pomiędzy fatalnym samopoczuciem da się docenić kilka spraw. Zimą są święta, lepienie bałwanów i nowe Gwiezdne Wojny, a wiosną przyroda budzi się do życia i malujemy kilogramy pisanek. Więc dlaczego tak dużo osób nie widzi nic pozytywnego w jesieni? W złotych liściach, pięknych wrzosach, przyjemnej temperaturze, kozakach za kolano, premierach na Netfliksie i promocji w Rossmanie. I kremach dyniowych, za nie to mogłabym zgolić głowę.

Czyjąś.

Za oknem może i dominuje zimny wiatr i zacinający deszcz, ale wokół siebie możemy stworzyć przyjemną ciepłą atmosferę i to małym kosztem. Zapraszam na kilka drobnych mieszkaniowo-kulinarnych rad na cieplejszą jesień!

Moc beżu – jesienią lubię się otaczać ciepłymi barwami. Głównie beżem, ceglaną czerwienią i czymś, co nazywam kawą z mlekiem. Dobrym sposobem na „optyczne” – przez dwa dni nie znalazłam odpowiedniego słowa – podwyższenie temperatury w mieszkaniu jest drewno i jego imitacje, a także wszystko, co może choć trochę przypominać drewniany kolor (np. korek). Warto więc postawić na dodatki w tych kolorach, żeby choć trochę zniwelować niesmak związany z jesienią. Ewentualny niesmak.

Jesienne dodatki, także od Matki Natury – jesień może minąć znacznie przyjemniej, jeśli otoczysz się rzeczami związanymi z nią. To jak terapia szokowa dla osób, które boją się pająków. Żeby pokonać awersję, najlepiej powinni spać po jakąś pajęczą kołdrą. Przynajmniej tak słyszałam. Ale wiesz, o co mi chodzi. I wcale nie trzeba wydawać na takie dodatki miliona funtów. Można śmiało zainwestować w lisi kubek (który kocham nad życie!) czy jakąś instalację z plastikowych dyń (albo zrobić takie minidyńki z kawałka włóczki), ale większość jesiennych dobroci czeka za oknem. Zasuszone liście ułożone na stole, kasztany w wazonie czy saszetki ze świeżo zerwanej lawendy – wszystko to nic nie kosztuje, a może zrobić cuda z Twoim mieszkaniem.

Ciepłe światło – jak lepiej stworzyć sobie ciepły klimat, jeśli nie przy pomocy ciepłego światła. To białe, magazynowe, zostaw sobie do pracy czy nauki. W pozostałych przypadkach postaw na barwę żółtą – może to być ciemna żarówka z lampie, cotton balls ułożone na półce, parapecie albo rozwieszone na ścianie, loftowa lampka na czarnym stelażu czy świeczki rozstawione w różnych częściach pokoju. Wszystko to może sprawić, że zrobi Ci się trochę cieplej. I to nie tylko dlatego, że światło emituje ciepło.

A skoro mowa o świeczkach – na pewno masz mnóstwo słoiczków po świeczkach i niedopalonych tealightów, których lont wypalił się na długo przed woskiem. Możesz z tego zrobić jedną konsolidacyjną świeczkę DIY – wrzuć wszystkie ulepki do miski, roztop w kąpieli wodnej, wyjmij wszystkie te metalowe trzymajki na lont i dodaj ulubiony olejek eteryczny albo pokrusz wosk zapachowy. Zamocz sznurek (ja używam takiego do wiązania prezentów świątecznych – jeśli śledzisz topowe blogerki, wiesz o co mi chodzi) w wosku i poczekaj, aż zaschnie. Włóż sznurek do słoiczka, zalej woskiem i poczekaj, aż wszystko stężeje. I masz swoją autorską świeczkę o wymarzonym zapachu. I nic się nie marnuje.

Kuchenni pomocnicy – umówmy się, jesienią odrobinę się marznie. Zwłaszcza, jeśli masz ogrzewanie miejskie i musisz czekać, aż ciepło zacznie płynąć przez Twoje kaloryfery. Albo jeśli masz mieszkanie ogrzewane gazowo i wolisz odpalić domowe świeczki, niż brać kredyt na rachunki. I tu z pomocą przychodzi Twoja kuchnia, w której możesz znaleźć całkiem fajne rzeczy. Po pierwsze imbir. Jego rozgrzewające działanie pomoże przetrwać jesienne chłody. Dodaj kilka plasterków do herbaty, zetrzyj odrobinę do obiadu albo posiekaj do zupy. Oprócz efektu rozgrzania, będziesz także zdrowszy. Imbir jest lekiem na całe zło. Równie skutecznym kompanem kulinarnym jest papryczka chilli. Dodana do zupy typu krem nie poparzy Cie jakoś mocno, a skutecznie rozgrzeje. Spokojnie może też wylądować w sałatce, zwłaszcza takiej na wynos, którą zabierasz ze sobą w zimne mury uczelni czy pracy. Do deserów i słodkich śniadań polecam cynamon i kardamon, a na ciężką męską grypę – złote mleko (czyli z kurkumą). Na zdrowie!


I co, nadal nieprzekonany do jesieni? Przykro mi, musisz w swojej zgryzocie przeczekać te kilka miesięcy. Albo pokochać tę wspaniałą halloweenową porę roku razem ze mną!