Kinga: Wierzę, że kobiety są dla mężczyzn tak samo ważne ósmego marca, dwunastego lipca i dwudziestego czwartego października. Jednak Dzień Kobiet to czas, w którym otwarcie o tym mówią. Na ulice wylewa się morze bukietów i różnego rodzaju bukiecików, wszyscy są dla siebie niepokojąco mili, a uśmiechnięte panie wypełniają autobusy, przejścia dla pieszych i markety. Zewsząd słyszy się o kobietach jako bohaterkach życia codziennego. Bohaterkach, które mają radę na wszystko i dbają o przysłowiowe ognisko domowe. Ponadto, tak jak superherosi z filmów akcji którzy walczą ze złem i stawiają czoła wrogim siłom, tak my od czasu do czasu musimy stoczyć trudną bitwę z męską grypą i zaopiekować się naszymi ledwo zipiącymi partnerami (wiadomo, nie ma nic gorszego, niż 36.7 na termometrze).
W ten marcowy dzień panowie okazują sympatię wszystkim kobietom. I tak jak oni doceniają je, tak my dzisiaj docenimy filmowe bohaterki, które w ten czy inny sposób możemy nazwać „silnymi i niezależnymi”. Do tego od kilku dni z każdego zakątka Internetu atakuje mnie premiera drugiego sezonu „Jessiki Jones”, więc tego tematu wręcz nie można pominąć.

Redaktor Ego: Kobiety od naszych najmłodszych lat pokazują, że również są wielkimi bohaterkami. Na początku to nasze mamy i babcie (bo siostry najczęściej obsadzają role czarnych charakterów). Później nauczycielki w szkole pokazują nam prawdziwą magię, by potem swoje zaklęcia rzucały na nas nasze partnerki. Kobiety zaznaczają swoją obecność niemal na każdym kroku i bez ich obecności w popkulturze znacznie by ona zubożała (zdałem sobie sprawę, że nawet popkultura jest kobietą). W ostatnim czasie symbolem silnej i niezależnej kobiety jest Wonder Woman, czyli filmowa heroina pełną gębą i pełną piersią. Jednak mimo olbrzymiej sympatii do Gal Gadot w roli Diany Prince, muszę zdecydowanie przypomnieć, że zarówno na długo przed nią, jak i całkiem niedawno w rolach głównych pojawiały się kobiety, które dawały popalić każdemu, kto wszedł im w drogę. Jak sama zauważyłaś, prawdziwi mężczyźni powinni traktować kobiety wyjątkowo przez cały rok, dlatego nie będę dziś robił wyjątku i pozostanę przy moim uroczym  (może przynajmniej dla niektórych) męskim sposobie myślenia. Ale na początku, zgodnie ze zwyczajem, panie przodem.

Kinga: Wobec tego ja zacznę od prawdziwie kobiecego kina i wprowadzę Cię w piękny, choć brutalny świat mody. Kiedy dawno temu zobaczyłam „Diabeł ubiera się u Prady” po raz pierwszy, od razu zaimponowała mi postać Mirandy Priestly. Silna, ambitna, zawodowo samowystarczalna redaktor naczelna najbardziej poczytnego czasopisma modowego nie wzbudza z początku sympatii, ale wraz z biegiem wydarzeń dowiadujemy się o niej coraz więcej, poznajemy jej słabości. Okazuje się, że jej apodyktyczny styl bycia jest formą obrony, swego rodzaju tarczą między nią, a rzeczywistością, która ją otacza. Pomimo tego, że jej prywatne życie jest stabilne jak domek z kart stojący przy otwartym oknie, Miranda zachowuje się profesjonalnie w pracy, potrafi poradzić sobie z każdym wyzwaniem i chociaż nigdy nie dostanie Orderu Uśmiechu, zdecydowanie zasługuje na tytuł niesamowicie silnej osobowości.



Redaktor Ego: Niezależnie czy chodzi o kłótnię, czy o brutalną rzeź na stacji, czy statku kosmicznym, obowiązuje jedna zasada: „W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku”. Słowa te same w sobie wywołują dreszcz, przypominając, jak nieznaczącym pyłkiem we wszechświecie jesteśmy (i przy okazji, że w „Gwiezdnych Wojnach” nie powinniśmy słyszeć laserów i wybuchów w przestrzeni kosmicznej). Hasło to przywołuje zarazem bardzo wstrząsające obrazy i moim zdaniem jedną z najbardziej trafnych definicji horroru. Obślizgły i nieprzyjemny Obcy jest jednym z najmniej przyjemnych filmowych stworzeń. Żeby stawić czoła podróżującemu na gapę kosmicie, trzeba mieć naprawdę grande cojones. Problemem na „Nostromo” nie zajął się jednak żaden space marines, kozak z cygarem w ustach czy inny przystojniak z kwadratową szczęką. Bez wahania naprzeciw bestii stanęła (i to nie raz) odważna, inteligenta i zdecydowana Ellen L. Ripley. Chciałbym powiedzieć, że poza byciem twardą sztuką, miała piękne wnętrze, jednak w obliczu wydarzeń z trzeciej części „Obcego”, byłaby to dość niefortunna uwaga. W horrorach o wiele częściej pamięta się tych złych, a wszyscy, którzy próbują stawić im opór, są jedynie armatnim mięskiem. Postać grana przez Sigourney Weaver stała się równie rozpoznawalną twarzą serii co ociekająca kwasem paszcza xenomorpha. Dlatego nawet specjalnie się nie dziwiłem, że widząc w najnowszym „Obcym: Przymierze” Daniels oraz noszony przez nią strój, odnosiłem wrażenie, że patrzę na młodą Ripley. Może na Ziemi było wiele burzliwych związków, ale do relacji między Obcym a Ellen nawet się one nie umywają.



Kinga: Prawdą jest, że kobiety niejednokrotnie ratują wszystko i wszystkich, wykazując się niesamowitymi zdolnościami analitycznymi i strategicznymi. Bardzo często to ich interwencja zmienia bieg fabuły i prowadzi do happy endu. Oczywiście najczęściej w takich sytuacjach pojawia się gdzieś męska pomocna dłoń, jednak pierwsze skrzypce grają kobiety. Tak jest też w przypadku znanej i lubianej gry, a później też serii filmów o Larze Croft. To kolejny przykład osoby z trudną bądź nie do końca szczęśliwą przeszłością, która stara się niejako zmieniać świat na lepsze. Doskonale wyszkolona fizycznie, z dużym refleksem i umiejętnościami walki wręcz bije na głowę niejednego superbohatera, no i oczywiście nie da się ukryć, że Angelina Jolie w tej roli wypada niezwykle atrakcyjnie. Lara Croft to silna jednostka, która doskonale poradziłaby sobie bez żadnej pomocy, ale wtedy jej filmy musiałyby być monodramami, a to już nie byłoby tak interesujące dla zakochanego w pościgach i wybuchach widza. Do tego obecność w „Kolebce Życia” Gerarda Butlera w roli Terry’ego jest jak lep na kobiety, które niekoniecznie gustują w tym gatunku filmowym.



Redaktor Ego: Z równie nieprzyjemnym wrogiem co Ripley, już tutaj na Ziemi, zmierzyć musiała się inna silna osobowość. Wielu producentów filmów jest zgodnych co do jednej rzeczy: świat czeka zagłada. Kwestią dyskusyjną pozostaje czy będzie to całkowite wyeksploatowanie planety, wojna nuklearna, przejęcie władzy przez małpy czy inwazja kosmitów. Różowo raczej nie będzie, to pewne. Dość popularna jest również wizja, w której świat stanie w obliczu apokalipsy zombie. Kto mógłby w takiej sytuacji stanąć przeciw hordom chodzących trupów i wyrównać szanse ludzkości? Nastolatkowie zdecydowanie się nie sprawdzają, Blade zajęty jest wampirami, na potomków Van Helsinga nie ma co liczyć, a Avengersi wolą zajmować się błyszczącymi kamykami. Zresztą nikt z powyższych nie rusza się tak jak ona. Niesamowita choreografia, cudowne akrobacje i wyszkolenie w używaniu niemal każdej broni. Alice z „Resident Evil” dzięki odruchom komandosa nie musi obawiać się żadnego żywego trupa. W zasadzie w walce z nimi wystarczyłby zwykły trucht (pod warunkiem, że cały czas znajdowaliby się w kadrze), jednak Milla Jovovich sprawia, że walka z zombiakami staje się prawdziwą sztuką. Każda sekwencja walki z jej udziałem sprawia, że szczęka mi opada i niepokojąco przypominam jej (nie do końca świeżych) przeciwników. Ze swoim kopnięciem z półobrotu śmiało mogłaby rywalizować ze Strażnikiem Teksasu.



Kinga: Jeżeli chodzi o Avengersów, nie można zapomnieć o Czarnej Wdowie. Natasha nie wyróżnia się jakoś szczególnie umiejętnościami na tle innych bohaterów, jednak jej silna osobowość wypełnia wszystkie braki. Poza sprawnością fizyczną jest błyskotliwa, trzyma się postawionym sobie celów, a do tego potrafi trzymać swoje uczucia na uwięzi, jeśli priorytetem jest akurat wypełnienie zadania. Obserwowaliśmy jej rozstanie z Hulkiem, podczas którego zachowała zimną krew na tyle, na ile jest w stanie to zrobić ktoś, kto zawsze od uczuć stara się trzymać z daleka. Nie mogę też zapomnieć o jej szpiegowskiej naturze, która niejednokrotnie pomagała pchnąć fabułę do przodu. I choć nie jest to najwybitniejsza z superbohaterek, zdecydowanie można ją postawić w rankingu znacznie wyżej, niż na przykład Cat Woman, która jedyne, co oferowała to podwójna osobowość, z których tylko jedna była silna i niezależna.



Redaktor Ego: Nie zapominaj o lateksowym stroju Cat Woman, podczas premiery musiał to być dla widzów duży szok. Teraz cofnę się jeszcze bardziej, bo do dzieciństwa i czasów, gdy przed telewizor przyciągał mnie Kevin Sorbo w roli Herculesa, który (zupełnie jak Barbie dla dziewczynek) był nierealistycznym i nieosiągalnym wzorem siły dla chłopców. Jednak to nie on znajdzie się na naszej liście. Biegnąca w zwolnionym tempie Pamela Andreson, była gotowym materiałem do fantazjowania dla przechodzącego burzliwe dojrzewanie nastolatka (zakładam, że w tym wyborze nie byłem odosobniony). Poza odważną i całkiem sympatyczną ratowniczką potrzeba mi było również twardej ręki (jeżeli to źle zabrzmiało, to nie taki był mój cel). Nawet mityczny świat, w którym Hercules był miejscowym Supermanem, potrzebował również swojej Wonder Woman. Wojownicza Księżniczka Xena w walce pod żadnym względem nie ustępowała synowi Zeusa. Dzika, nieustępliwa, szybka i silna, była niczym prawdziwa Valkiria, która za nic miała swoich wrogów. Chociaż może w walce nie dorównywała gracją Larze, Alice czy Czarnej Wdowie, to miała swój latający i zabijający nietypowy oręż oraz jakże charakterystyczne waleczne okrzyki, których nie powstydziłaby się żadna tenisistka.



Kinga: Wiadomo, że superbohaterki pokroju Xeny czy Nataszy, naturalnie muszą cechować się ogromną siłą, nierzadko także nadprzyrodzonymi zdolnościami, co czyni je – można by rzec – silnymi z natury. Jednak nie możemy w tym wszystkim zapomnieć też o zwykłych „paniach Kowalskich”, których zachowanie i podejmowane decyzje są godne podziwu i niejeden zagubiony we własnych lękach facet mógłby się od nich uczyć. Do tego nie tylko w kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku. Są na Ziemi miejsca, na których spędzanie czasu to próba samobójcza sama w sobie. Gdybym znalazła się na miejscu mojej kolejnej bohaterki, prawdopodobnie całkiem dosłownie umarłabym ze strachu albo wolałabym nabić się na morską boję, niż stawić czoła problemowi, z jakim ona się zetknęła. Nancy Adams, główna postać filmu „183 metry strachu”, postanawia uciec od problemów życia codziennego na odludzie i oddać się swojej największej pasji – surfingowi. Jednak stres, jaki przeżywa na co dzień jest jak pojedyncze ukłucie igłą w salonie tatuażu w porównaniu ze stresem, jaki przeżywa, kiedy zostaje przez ogromnego rekina zagoniona w kozi róg (a raczej sam środek mielizny). Wyjazd w celach wypoczynkowych i detoksykacyjnych zmienia się w walkę o przetrwanie, której wielu z nas by nie podjęło. Może to poniekąd przez wyższy poziom adrenaliny, ale determinacja Nancy jest tutaj absolutnie godna podziwu. Podczas kiedy ja najpewniej dławiłabym się łzami, wzywała Buddę albo po prostu leżała i czekała na śmierć, ona zachowała na tyle zimnej krwi, aby opatrzyć głęboką ranę, przetrwać kilka nocy i do tego obmyślić strategię walki z drapieżnikiem. Nie mam więcej pytań, dla mnie Nancy jest wzorem do naśladowania w sytuacjach zwiększonej produkcji kortyzolu.



Redaktor Ego: Miło dla odmiany spotkać dziewczynę, której na widok wampira lub wilkołaka nie uginają się kolana, a jej różowy pamiętnik nie rozchyla się pragnąc romantycznych wynurzeń i fantazji. Miło spotkać dziewczynę, która ma w sobie odrobinę instynktu samozachowawczego i spotykając przebrzydłych typów spod ciemnej gwiazdy, poluzuje broń w kaburach i sztylety u pasa. Chociaż w sumie, muszę przyznać, że trochę rozumiem fascynacje wampirami, w końcu Selene była jednym z nich. Seria „Uwderworld” skradła moje serce ze względu na dwa elementy. Po pierwsze bestie w filmach są takie, jakie być powinni (albo przynajmniej takie jak ja je sobie zawsze wyobrażałem). Przeciwnicy Selene niewiele mieli w sobie z uwodzicielskich i seksownych kochanków i zbuntowanych nastolatków. Wcześniej czy później pokazywali swoje oblicze i wychodziła z nich prawdziwa bestia. Po drugie główna bohaterka jest największym zabijaką spośród wcześniej wymienionych. Co prawda nie ma zbyt rozbudowanej osobowości, ale jak na gotycki klimat przystało, tak być powinno. W walce zaś nie ma sobie równych. O miękkie serce też nie ma jej co posądzać, ale dzięki temu możemy obejrzeć w jej wykonaniu prawdziwy spektakl dynamicznej brutalności.



Kinga: Ode mnie na koniec smaczek prosto z Azji Wschodniej. I choć może u nas skośnookie kino nie cieszy się dużą popularnością, film, o którym Ci teraz opowiem, w Stanach zrobił karierę jako blockbuster. „The Thieves” to film akcji, który na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z serią „Ocean’s”. Kasyna, intrygi, misternie przygotowane plany kradzieży – to schemat, który dobrze znamy. W koreańskiej produkcji duży nacisk położony jest na postaci kobiecie. Tutaj to raczej mężczyźni są bardziej fajtłapowaci. Główną bohaterką jest Yenicall (w USA znana jako Anycall, to już tradycja, że zawsze muszą zmienić imiona bohaterów, aby brzmiały bardziej po ichniemu). Po pierwsze, jest osobą absolutnie zakochaną w sobie, przekonaną o swojej niezastąpioności. Ale poza tym, Yenicall to postać, która zawsze ma jakiś plan, zawsze jest o krok  przed wszystkimi, nieważne, po czyjej są stronie. I zawsze wie, jak ma działać, aby ostatecznie wyjść na tym najlepiej. Do tego nie można jej odmówić poczucia humoru, pomysłowości i delikatnej urody, która może być jednocześnie doskonałą bronią. Albo przynętą.



Redaktor Ego: Ostatnia z moich ulubienic na pierwszy rzut oka (jak i na każdy kolejny) ma zadatki raczej na czary charakter. Pyskata, opryskliwa, sarkastyczna. Trzyma wszystkich na dystans i stawia wokół siebie szczelny mur. Raczej bałbym się do niej zagadać. Jessica Jones, która z okazji Dnia Kobiet powraca w drugim sezonie, jest dla mnie najlepszym serialem spod znaku Marvela (the road so far) . Na własnej skórze przekonałem się, że jest trochę prawdy w magnetyzmie bad boy'ów (chociaż w tym przypadku bad girls), bo Jessica mnie oczarowała swoją osobowością. Jest ona przede wszystkim postacią głęboką i rozbudowaną. Jej zmagania z powracającą przeszłością, przeżytym koszmarem i przezwyciężeniem strachu to walka, przy której zmagania z kosmitami, zombie czy wampirami są zwykłą błahostką. Gdy powoli traciłem nadzieję na to, że produkcje bohaterskie potrafią przedstawić jakiegoś bohatera ciekawszego niż niedojrzałego śmieszka, trafiłem na Jessicę, która niesamowicie mnie zaskoczyła, a jej historia poruszyła. Jeżeli którakolwiek z pań zasługuje na tytuł najsilniejszej, to zdecydowanie jest nią panna Jones.



Kinga: Tak naprawdę nie trzeba być szczególnie uzdolnioną, żeby otrzymać miano silnej. Na co dzień zmagamy się z różnymi sytuacjami wymagającymi tego czy tamtego rodzaju wysiłku. I to niezależnie od płci. Kobiety, które wybraliśmy też sporo się od siebie różnią, ale łączy je przede wszystkim zaangażowanie i determinacja, ale także potrzeba (albo raczej umiejętność) radzenia sobie ze wszystkim w pojedynkę.
Dzisiaj usłyszałam takie życzenia: dużo zdrowia dla wszystkich pań i wytrwałości dla panów, aby z nimi wytrzymali. I takie są też moje, na Dzień Kobiet i na resztę życia.

Redaktor Ego: Drogie Panie, nie musicie bronić całego świata przed kosmicznym zagrożeniem czy zmagać się z całymi armiami wrogów, żeby być bohaterkami. Nie zmienia to jednak faktu, że życzymy wam byście, były twarde jak Ripley, zwinne jak Alice, bywały szalone jak Harley Quinn, wytrwałe jak Jessica Jones, czarujące niczym Hermiona, wojownicze jak Xena, urocze jak Phoebe oraz zorganizowane jak Monica Geller. I oczywiście, żeby wasze życie było jak w filmie lub serialu.