Znalezione w sieci


Od zawsze na zawsze podziwiam służbę medyczną. Nawet nie samych lekarzy, choć ich zdecydowanie również – za niesamowitą pamięć. To, co ja zapamiętałam z biologii to nazwa hormonów głodu i sytości, budowa ucha, to, że okres godowy ryb to tarło i to, że kość piszczelowa nie jest w ramieniu.

A oni zapamiętują szereg objawów i klasyfikują je do szeregu dolegliwości i wiedzą dokładnie, gdzie rozcinać i co przycinać. Potrafią też bezbłędnie stwierdzić, że ból głowy to nie migrena, a problem z na przykład nerkami. Niech Cie jasny. W szpitalach i domach zamiast krzyży na ścianach powinny wisieć zdjęcia internistów. I endokrynologów. Mogłabym zostać endokrynologiem, gdybym nie musiała najpierw zostać lekarzem.

Ale lekarze swoją drogą. Podziwiam wszystkich bohaterów drugoplanowych – pielęgniarki i pielęgniarzy. Wszystkich opiekunów. Nie za serce, które dają schorowanym. Nie za cierpliwość, kiedy czwarty raz pytam o godzinę i numer sali. Nie za to, że codziennie dobrowolnie mają kontakt z naszymi produktami przemiany materii i sumiennie zabierają od nas wszystkie plastikowe pojemniczki. Nie za to, że radzą sobie z tymi, którzy słabną w gabinetach punktu pobrań.

Za to, że nie zamykają oczu, kiedy pobierają krew.

Już sam fakt, że potrafią dotknąć żyły i nie stracić przytomności. Cudzej żyły. Ja nawet swoich nie dotykam. Wystarczy, że kot smyrnie mnie ogonem po tej tylnej stronie kolana – tam, gdzie tak złośliwie wystaje nawetniewiemco – a ja już dostaję gorączki, że coś się naderwało i rychło się wykrwawię. Panie w gabinetach codziennie klepią po żyłach dziesiątki osób. Mało tego! Jak już znajdą delikwentkę żyłę (w moim przypadku to nie lada wyzwanie – moje zbudowały bunkry, w których się chowają jak tylko przychodzi do badania), ze stoickim wręcz spokojem przyglądają się, jak do fiolki, kropla po kropli spływają wszystkie ludzkie dolegliwości. Jeszcze jak posiadacz żyły jest normalny, to wszystko jest okej – 30 sekund i do domu. Ale jak przychodzi taki, co ma hemoglobinę pińcsetczterdzieściosiem (np. ja) i fiolka napełnia się z prędkością trochę zbyt mocno zaciśniętej kroplówki, przyglądają się temu znacznie dłużej. Jakie kursy przeszły, żeby nie zwymiotować? Nie osunąć się na ziemię, rozrywając siedzącemu na fotelu biedakowi rękę w zgięciu łokcia.

Kiedy idę na pobieranie krwi, kiedy już siadam na fotelu i miła pani każe mi zacisnąć pięść, sprzężenie zwrotne każe mi zacisnąć także powieki najmocniej jak potrafię. Przestaję oddychać, przestaję widzieć, przestaję nawet myśleć. A w tym czasie świat dzieje się dalej i Pani Superbohater w białym kitlu przygląda się, jak wykrwawiam się do małej fiolki.